Info ze studia: Deconstructing Sequence

Nierzadkim zjawiskiem jest powstawanie zespołów na ruinach poprzednich. Down powstał po Panterze, Christian Muenzner z Hannesem Grossmannem po odejściu z Obscury wraz z innymi muzykami stworzyli Alkaloid, nawet mój obecny zespół Universal Dying powstał po rozpadzie zespołu Goth. Projekt o którym teraz mowa ma dość podobną historię.



Przed Deconstructing Sequence istniało Northwail. Zanim się rozpadli nagrali w mojej ocenie zajebistą płytę Cold Season  (na pierwszej EPce DS jako bonus track znalazł się jeden z utworów z tejże płyty - Rediscovered Beauty Of The Internal Evil). Krótko po koncercie promującym wydanie Cold Season każdy poszedł w swoją stronę. Tiberius wyjechał do Anglii, Morph został w Szczecinie, jednak kontakt się nie urwał. Postanowili kontynuować pracę w duchu Extreme Progressive Art pod innym szyldem - tak powstało Deconstructing Sequence. 

Na ten moment zespół wydał 2 EPki - Year One, które można przesłuchać tutaj, a Access Code tutaj (jest tu też oficjalne video).

Zainteresowany sposobem kreacji brzmienia na obu EP oraz na płycie Cold Season, postanowiłem napisać do Tiberiusa. Opisał nam szczegółowo cały proces powstawania ostatnich nagrań Deconstructing Sequence. A jest o czym pisać!


Przy nagrywaniu “Access Code” skorzystaliśmy z techniki, którą używamy już od ostatniej płyty Northwail “Cold Season” – reampingu. Dzięki temu mogliśmy sobie pozwolić na swobodę nagrywania w zaciszu domowego studia, bez tykającego zegara odmierzającego kolejne złotówki za czas spędzony w profesjonalnym studiu nagrań. I już po raz trzeci praktyka pokazała, że efekty jakie można w ten sposób osiągnąć nie ustępują w niczym efektom uzyskanym przy tradycyjnym procesie produkcyjnym. Podstawą dla nagrań był homerecordingowej klasy interface M-Audio Fast Track Pro. Różne są opinie na temat jakości jego preampów mikrofonowych, ale koniec końców brzmienie osiągnięte na EPce nie odbiega w niczym od obecnych standardów profesjonalnej produkcji muzycznej, więc… who cares?

Gitary nagrywaliśmy na zmodyfikowanym Jacksonie… zmodyfikowanym, znaczy że został z niego tylko gryf i elektronika. Decha seryjna została w nim zastąpiona mahoniową, wykonaną na zamówienie. Pick-up w gitarze to oczywiście nieśmiertelny EMG-81!



 Z samym nagrywaniem wioseł było trochę zamieszania. Sygnał z gitary (bas traktowaliśmy tak samo) szedł bezpośrednio do pasywnego di-box’a Proel DB1P. Tam był dzielony na dwa tory, jeden niezmieniony szedł w gniazdo gitarowe Peavey’a Triple XXX, a drugi zsymetryzowany prosto do interface’u. Pod Peavey’a podpięliśmy Hughes&Kettner Red Box Classic, który wpinasz pomiędzy głowę a kolumnę, a sygnał z niego idzie do drugiego kanału w interface. Jest to mała kostka symulująca brzmienie kolumny 4x12, pozwala to na rejestrowanie brzmienia lampowego head’a bez konieczności rozkręcania go do potwornej głośności.


Rig Tiberiusa


O co chodzi w tym całym systemie? Otóż najbardziej tak naprawdę interesował nas czysty, zsymetryzowany sygnał, taki jaki uzyskujemy w gnieździe jack gitary, tzw. „drut”. To on podlega dalszej obróbce, sygnał z head’a służył nam wyłącznie jako odsłuch podczas nagrywania i w dalszych etapach produkcyjnych został w większości wywalany z miksu (tyczy się to tylko gitar rytmicznych, wszelkie dodatkowe dogrywki, gitary idące środkiem panoramy to właśnie to brzmienie).  Wcześniej jako odsłuchu używaliśmy PODa X3 Live, ale brakowało nam w nim tego lampowego feelingu i reakcji na dynamikę. Szczerze mówiąc ostatecznie różnica była tylko i wyłącznie psychologiczna, gdyż Tiberius napierdala w struny z takim zacięciem, jakby zabiły mu matkę… Serio, ma ciężką łapę... Partie akustyczne nagrywaliśmy na POD HD300, rewelacyjna maszyna jeżeli chodzi o tworzenie przestrzennych brzmień.



Wokale nagrywaliśmy na customowym mikrofonie pojemnościowym MJE "Hulk 990" ściągniętym z amerykańskiej manufaktury Michael Joly Engineering, która od 18 lat zajmuje się modyfkowaniem seryjnie produkowanych mikrofonów. Naprawdę fajny kawałek sprzętu, tranzystor lekko przesterowuje, co daje bogatsze w harmoniczne, ostrzejsze brzmienie, lepiej przebijające się w miksie.
W trybie pracy jaki stosujemy i w warunkach jakimi dysponujemy jesteśmy w stanie zarejestrować właściwie wszystko, oprócz perkusji. Ta została zarejestrowana w Monroe Sound Studio, gdzie obróbce zostały poddane też „druty” i powstał finalny miks. 


Nerexo podczas nagrywania w Monroe Sound Studio

Największą bitwę stoczyliśmy w trakcie reampingu gitar. Na czym polega ta procedura? Wyjście interface’u audio podłączasz przez reamp-box do wejścia gitarowego głowy, puszczasz przez to zarejestrowanego u siebie „druta” i voila – grasz na gitarze w innym studiu! Idealnie zagrana partia, ale brzmienie się nie podoba? Proszę bardzo – wbijasz inne ustawienia na głowie, albo zmieniasz ją na inną i powtarzasz procedurę. Reamping jest genialnym wynalazkiem dającym naprawdę ogromne możliwości modyfikacji brzmienia. Jeżeli stwierdzisz że brzmienie gitar na płycie jest do dupy, bo zamiast Peavey’a trzeba było jednak użyć Marshall’a albo na odwrót, to nie ma konieczności nagrywania wszystkiego od nowa. Po prostu przepuszczasz raz nagrane „druty” przez inny sprzęt i gotowe! Poza tym możliwość pracowania na własnych śmieciach, bez presji czasu jest nieoceniona.

Z procedury reampingu korzysta coraz więcej zespołów. Dlaczego? Powyższy tekst pokazuje to idealnie, oszczędzamy mnóstwo pieniędzy, oraz mamy jeszcze większy wpływ na brzmienie. Można je również ustawić np. pod brzmienie perkusji, dzięki czemu będzie ono bardziej spójne. Same zalety, wad zero.

Bardzo dziękuję Tiberiusowi za udostępnienie tych informacji! Odnośnie Deconstructing Sequence to nie wszystko - jest jeszcze jeden temat z nimi związany który mam zamiar poruszyć, ale to w osobnym wpisie. Enjoy!

Link do oficjalnego fanpage zespołu:




0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Obserwatorzy

LIKE ON FACEBOOK